Już chwila minęła od momentu, kiedy blog przeszedł metamorfozę (dzięki Danuzji i m0bi’emu z Mastodona, którzy jako Kooperatywa Sieciowa zajmują się takimi magicznymi sztuczkami jak odświeżenie szaty graficznej i przenosiny na nowy silnik i hosting), materiału na wpisy też się trochę zebrało… Na pierwszy ogień idą moje wrażenia z jednego z ostatnich festiwali, na których byłem, i który przez kilka lat chyba trochę niesprawiedliwie ignorowałem. Rave w muzeum, czyli 500 artystów w starym kombinacie Beats for Love odbywa się…
Dziś coś z nieco innej beczki. Nadal będzie muzycznie, w dalszym ciągu oczywiście pojawi się akapit o dostępności (to jest tu w końcu najważniejsze), ale tym razem wyjątkowo nie ruszamy się poza granice Katowic, a „podróż” to dosłownie trzy przystanki autobusowe.
W dzisiejszym odcinku – o nietypowym połączeniu ważnego dla pewnego miasta święta oraz imprezy klubowej.
W miniony weekend celem mojej kolejnej wycieczki stało się miasto, które zapewne u wielu osób na liście miejsc do odwiedzenia będzie gdzieś na bardzo odległej pozycji – Łódź. Głównym powodem była odbywająca się tam impreza, czyli Parada Wolności, ale przy okazji w planie miałem jeszcze zwiedzanie centrum EC1, a dokładniej Muzeum Komiksu i Narracji Interaktywnej.
Wiele osób na pewno kojarzy nazwy takie jak PolAndRock Festival, OFF Festival, Orange Music Warsaw – niektórzy może kojarzą też Audioriver. Jest jednak jeszcze jeden duży festiwal, który ostatnio obchodził swoje 20. urodziny, i który po latach znowu udało mi się odwiedzić – Sunrise Festival w Kołobrzegu.