Pisząc relację z festiwalu Beats for Love non stop wracała do mnie jedna myśl. Postanowiłem nie rozwijać jej w samej relacji, żeby nie mieszać wątków i nie powiększać i tak już długiego wpisu. Ale dzielę się nią z Wami tutaj.
Jak to jest, że Czesi w ogóle (nadal) dysponują takim kompleksem jak Dolní Oblast Vítkovice – z kopalnią, koksownią, wielkimi piecami, a nawet willą dyrektorską. Przecież gdyby poszli w nasze ślady, kombinat powinien już dawno zniknąć z powierzchni Ziemi, a w jego miejsce powinna się pojawić jakaś galeria handlowa, biurowce albo apartamentowce, ewentualnie z łaskawie pozostawioną jedną wieżą wyciągową pośrodku. <ironia mode on> Cóż za marnotrawstwo! <ironia mode off>

Ostrawa, czyli brzydota inaczej rozumiana
Zacznę kontrowersyjnie – w ocenie wielu osób przyzwyczajonych do klasycznego pojęcia piękna w miastach Ostrawa będzie brzydka, przynajmniej w rejonach poza ścisłym, starym centrum. Ale o Łodzi też niewiele osób powie, że „przyciąga wyglądem”, a mnie zachwyciła, o czym pisałem tutaj: City break w Łodzi – Parada Wolności, Muzeum Komiksu i Narracji Interaktywnej oraz wiele nieoczywistości.

„Brzydota” Ostrawy polega na tym, że już od przedmieść czuć taki specyficzny, industrialny klimat. Oczywiście gdybym powiedział, że całe miasto takie jest, byłaby to przesada, ale już na wjeździe drogą numer 1 mijamy tereny koksowni Svoboda z rzucającym się w oczy dużym zbiornikiem na gazy koksownicze, generalnie zresztą tereny poprzemysłowe to w dalszym ciągu ok. 10 procent powierzchni miasta i po drodze do centrum często widujemy podobne przemysłowe instalacje.

zdj. Google Streeet View
Ta „brzydota” polega też na czymś nieco innym. W Polsce mamy trzy „stany” – coś jest stare i z reguły ładne (chyba, że jest zaniedbane), nowe i może nie aż tak ładne, ale przynajmniej wygląda nowocześnie, a pomiędzy mamy tzw. „solpolizm”, czyli interpretacja budynków ze szkła i stali rodem z lat 90. XX wieku. Za granicą – w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, ale także w Czechach – to co dla nas jest nowoczesne, tam pojawiało się już w latach 80 i 90, dlatego dzisiaj wygląda już na brzydkie i zaniedbane, bo po prostu nie było potrzeby tego wymieniać.

Ostrawa i Katowice – bliźniacze miasta, które poszły inną drogą
W kilku aspektach Ostrawa jest podobna do moich rodzinnych Katowic. Podobna liczba mieszkańców (nieco poniżej 300 tys.), podobny, przemysłowy charakter miasta, wpływ przemysłu na jego rozwój – choć w przypadku Ostrawy przemysł zmienił kierunek rozwoju miejscowości, która już istniała, a Katowice bez kopalń i hut najprawdopodobniej w ogóle by nie wyszły poza fazę kilku wiosek obok siebie. Nic dziwnego, że między naszymi klubami piłkarskimi, GKS-em Katowice i Banikiem Ostrava trwa już od 30 lat jedna z najdłuższych zgód kibicowskich. 😉

Dziedzictwo drugiej kategorii
To, co jest znacząco różne w Ostrawie i Czechach w porównaniu do Śląska i Polski to traktowanie przemysłowego dziedzictwa. W pracy zbiorowej „Czy zabytki techniki i inżynierii to w Polsce wciąż dziedzictwo „drugiej kategorii?” B. Walczak opisuje, że polskie dziedzictwo przemysłowe historycznie traktowane było jako mniej wartościowe niż zabytki „klasyczne” (sakralne, mieszkaniowe), i że ten stosunek dopiero teraz powoli się zmienia.

Ta sama praca podaje też konkretną ciekawostkę: czeska sekcja ochrony dziedzictwa przemysłowego przy Narodowym Muzeum Techniki w Pradze powstała już w 1986 roku, czyli jeszcze w czasach komunistycznych – znacznie wcześniej niż porównywalne struktury w Polsce. I to widać gdy się porówna ile z obiektów przemysłowych zostało w Ostrawie, a ile w Katowicach.
19 obiektów kontra dwa budynki i wieża
Proste porównanie, które to doskonale oddaje: główny „bohater” dzisiejszego wpisu, Dolní Oblast Vítkovice. Na obszarze ok. 10 hektarów zachowano tam 19 obiektów dawnego kompleksu – praktycznie cały układ przestrzenny zakładu.

W Katowicach podobną powierzchnię miały tereny kopalni Katowice, na których obecnie działa centrum handlowe Silesia City Center, tylko, że u nas z dawnych obiektów zostały… dwa budynki i jedna z kilku wież wyciągowych. Inne przykłady ze Śląska: huta Baildon (Katowice) – zostały po niej trzy hale, z czego jedna gruntownie przebudowana; huta w Rudzie Sląskiej – został tylko jeden wielki piec; Huta Kościuszko (Chorzów) – z całego wielkiego kombinatu z piecami, kominami i podobną infrastrukturą zostało ok. 25% zabudowy*, głównie hal, choć tam z racji istnienia muzeum hutnictwa jest szansa, że to co zostało, uda się uchronić. Chorzów ma jeszcze co prawda hutę Batory, ale w 2024 jej część (kuźnia) została ona postawiona w stan likwidacji, co oznacza, że zakład ten powoli zacznie znikać… Ten proces już się właściwie rozpoczął – i to nie zważając na fakt, ze wyburzane budynki są zabytkami. Tajemnicą poliszynela jest zresztą fakt, że niewygodne zabytki, których nie da się ot tak wyburzyć, najczęściej w bardzo dziwnych i tajemniczych okolicznościach zaczynają stawać w płomieniach. O smutnym losie śląskich kopalń, z których najczęściej zostaje jakaś jedna wieża szybowa pośrodku pustego placu, nie wspomnę. Coś, co w głowach pomysłodawców ma być pomnikiem przeszłości, wygląda raczej groteskowo i jest po prostu smutne.
* – oceniam na bazie podglądu zdjęć satelitarnych Google Earth
A u naszych południowych sąsiadów… sami zobaczcie:











